::(: Manga Toplista :)::

» Spore doladowanie... Koment
» Naruto #71 drugi na... Kome
» Powrot / Japanicon 2015 - K
» Shingeki no Kyojin #72
» Regulamin

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

[RZ/SS] Cenzura Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2006-10-21 15:59
Cenzura i inne kwiatki
Nie trzeba być specjalnym znawcą "Rycerzy zodiaku", aby zauważyć, że wersji emitowanej na (śp.) RTL7 daleko do oryginału. Śmiem twierdzić, że to jedno z najbardziej okrojonych i "ulepszonych" anime, jakie polski widz miał okazję oglądać na falach rodzimej telewizji. W efekcie starań kolejnych pośredników otrzymaliśmy produkt krańcowo różny od oryginału. Ale zacznijmy od początku.

Rozdział I - pomidorowy
To, że "nasza" wersja "Rycerzy zodiaku" przywędrowała z Francji, wiedzą wszyscy. Nie każdy jednak wie, że pierwsza emisja serialu w tym kraju była prawie niecenzu-rowana. Niestety przy okazji kolejnych powtórek wycinano coraz to nowe sceny, uznając je za zbyt brutalne. To, co dostaliśmy my, jest efektem parokrotnego powtórzenia tego procederu. Jak bardzo wpłynęło to na jakość produktu, mogliście przekonać się sami. Co wycięto? Praktycznie każdą scenę, w której na ekranie pojawia się choć odrobina krwi. Obecność tej cieczy stała się dla cenzorów głównym motywem do działań - za punkt honoru postawili sobie usunięcie śladów każdej jej kropli. No dobrze, powiedzmy, że można ich zrozumieć. Ale skoro już uwzięli się na ten keczup, mogliby wykazać choć trochę konsekwencji w swej pracy.

Co z tego, że wycięli odpowiednią scenę z odcinka, skoro już w następnym - podczas przypomnienia akcji poprzedniego epizodu - widać wszystko jak na dłoni? O tym już nikt nie pomyślał. Przykładów na "pomidorową cenzurę" można mnożyć bez końca. Już w pierwszych odcinkach pozbawiono nas atrakcji, takich jak amputacja małżowiny usznej, dokonana przez dr Seiyę na nieszczęsnym Cassio-sie (sama w końcu nie odpadła), czy wizji, jaką Feniks zafundował Nachiemu własną iluzją, w której to Wilk pozbawiany jest kolejno wszystkich kończyn (to zresztą ulubiony motyw Ikkiego -zarówno w iluzjach, jak i na jawie) - spójrzmy prawdzie prosto w oczy - iluzji, jaką nam wtedy pokazano, nawet przedszkolak by się nie przestraszył. Żeby udowodnić tezę o eliminowaniu KAŻDEJ ilości krwi - powiem, że wycięto nawet moment, kiedy kilka kropel keczupu z obitej przez Hydrę buźki Hyogi ląduje na twarzy Seiyi. No, faktycznie, megabrutalne to było. -_-'

Podczas walk ze Złotymi Rycerzami oraz Boskimi Wojownikami Asgardu także sobie nie żałowano, ale hitem sezonu było to, co zrobiono z podserią "Posejdon''. Być może część z was nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że wyemitowano u nas 13 odcinków, podczas gdy jest ich w rzeczywistości 14. Co się stało z brakującym epizodem? Otóż nasze kochane żabojady do tego stopnia okroiły walkę Hyogi z Isaackiem, że z obu tych odcinków została zaledwie połowa oryginalnej długości. Sklejono więc sprytnie obie części w całość - i wyemitowano jako jeden epizod. Nic, tylko pogratulować zaradności, bo przyznam, że mało kto zorientował się, iż czegoś brakuje. Nikt chyba nawet nie przypuszczał, że odważą się wyciąć aż tyle.
W wyniku starań Francuzów nasi bohaterowie stali się workami mięśni z wodą w żyłach zamiast krwi albo jeszcze lepiej - pozbawionymi jakiejkolwiek cieczy. Tym samym cenzorom udało się dokumentnie wyprać serię z tego, co chciał pokazać w swej historii pan Kurumada - a mianowicie całe okrucieństwo wojny oraz w szczególności poszczególnych jej bitew. Jego Rycerze - obojętnie, po której ze stron stoją, nie są żadnymi niezniszczalnymi superherosami rodem z amerykańskich kreskówek. Ich ciała krwawią tak samo jak u zwykłych ludzi. Nie walczą dla zabawy, ale dla sprawy, w imię której gotowi są do największych poświęceń. Właśnie ta wiara pozwala im przezwyciężyć ból zarówno fizyczny, jak i psychiczny - nieodłącznie towarzyszący każdej walce. Ale kto by się tym przejmował, przecież dzieci i tak tego nie zrozumieją. Bo w końcu to tylko kolejna bajka dla małolatów, czyż nie tak? Ech, obawiam się, że póki nie uwolnimy się od tego stereotypu, pracy dla cenzorów przy serialach anime nie zabraknie.

Rozdział II - feministyczny
Kwestia płci bohaterów nastręczała - jak się zdaje -najwięcej problemów ekipie francuskiej, jednocześnie stalą się źródłem najzabawniejszych scen i dialogów w wersji polskiej. Biedny Rycerz Andromedy na początku serii zmuszony był przemawiać głosem kobiety, póki nie przyszło do przywdziania zbroi - od tego odcinka, ku swej wyraźnej uldze, jego glos odzyskał męskie brzmienie. Biorąc pod uwagę fakt, że już w pierwszym epizodzie wyraźnie zaznaczono, iż wszystkie kobiety z rycerskiego grona muszą zakrywać twarz maską, nietrudno zorientować się, z jaką uwagą, i powagą, potraktowały własną pracę osoby odpowiedzialne za adaptację serialu. Ale Shun i tak może uważać się za szczęśliwca pod tym względem. Nie wszyscy rycerze mieli tyle szczęścia - Aphrodite, na przykład, przez cały swój występ wypowiadał się żeńskim głosem. Mało tego - w jednym zdaniu, to już zasługa naszego rodzimego lektora, potrafił użyć zarówno formy żeńskiej, jak i męskiej! @.@ Albo nieszczęsny Mu, przypadek zaiste godny odnotowania. Osobnik ten potrafił bowiem, z dużą swobodą, używać naprzemiennie męskich i żeńskich końcówek oraz odpowiedniej do tego barwy głosu. Czyżby przechodził mutację? Kluczem do zagadki zdaje się jego kask - bez niego był "kobietą", zaś ubierając go natychmiast mężniał. Fascynujące zjawisko. Też tak chcę! :D W pozostałych dwóch seriach było już na szczęście lepiej. Najbardziej narażone, z racji swej delikatnej urody, na zmianę płci postacie - Mim z Asgardu oraz Morski Generał Sorrento, zachowali męskość. :)

Rozdział III-translatorski
Kolejną rzeczą, jakiej nie dało się nie zauważyć, było tragiczne wprost tłumaczenie. Błędy były czasem naprawdę elementarne, jak na przykład w słynnej mądrości Hyogi "tylko pokonani się nie poddają" (zdanie powinno brzmieć: nie poddaje się nikt, prócz pokonanych), gdzie nie zauważono podwójnego przeczenia. Hyoga miał zresztą wyjątkowego pecha do wygłaszania interesujących poglądów, pamiętacie "samolot, który aby dolecieć na miejsce, musi najpierw wylądować"? Czy ktoś mi może wytłumaczyć, jak to fizycznie możliwe? Że już nie wspomnę o całej masie scen ze ślepym Shiryu, w których z uporem godnym lepszej sprawy używano zwrotów w rodzaju "ty też to widziałeś?". Zaprawdę podziwiam opanowanie i stalowe nerwy lektora, któremu udało się to wszystko odczytać bez wybuchów (co chwila) śmiechu. Bardzo często tłumaczka wyraźnie nie radziła sobie ze stylistyką języka polskiego. Jest to częsta przypadłość u tłumaczy, którzy po latach obcowania z innym językiem mają problemy w określeniu, czy dana forma występuje w języku polskim, czy też nie. Wiem, bo sama trochę tłumaczę. Tyle tylko, że profesjonalistom takie rzeczy zdarzają się bardzo rzadko, ponieważ - chcąc nie chcąc - muszą być równie dobrymi polonistami. A od kogoś, kto opracowuje przekłady programów dla ogólnopolskiej stacji telewizyjnej chyba można oczekiwać choć odrobiny profesjonalizmu, prawda? Zwroty typu nieśmiertelnego "a to co znowu?" nawet na ulicy trudno zasłyszeć, a już szczególnie w odniesieniu do innej osoby... - Jak dla mnie, zaserwowana nam wersja była po polskiemu, nie po polsku.
Jest też grupa potknięć, na które nie potrafię za bardzo znaleźć wytłumaczenia. Mam na myśli bezlitosne przekręcanie imion i nazw miejsc. Szczególnie pod tym względem ucierpiała seria pierwsza. Tym sposobem otrzymaliśmy "pana z Arię" zamiast Aresa, "Mu de Żamil" zamiast Mu z Dżammu (lub Jammu, jak kto woli) albo "Rycerza Dżemini (Rzemieni:))" w miejsce Rycerza Gemini. Nie wiem, jaką metodę pracy przyjęła pani Beata, ale po efektach widać, że najwyraźniej nie miała żadnej lub nazywała się ona "na żywca" (tudzież było to - jak to pewna klientka biura translatorskiego, określiła - tłumaczenie "symulacyjne"). Nie pofatygowała się nawet, żeby zapoznać się z polskimi odpowiednikami nazw geograficznych, astrologicznych i imionami mitycznych bóstw. O mitologii greckiej miała jeszcze jakieś pojęcie (choć średnie, szczerze mówiąc) - tę każdy przerabiał w szkole, ale nordycka... To już gorzej. A wystarczyło sięgnąć do pierwszej lepszej encyklopedii, żeby uniknąć kwiatków typu "Odę" - po polsku Odyn, i Azgar (może od razu agar _-_) - zazwyczaj występujący pod nazwą As-gard. Potrafię zrozumieć, że nie każdy interesuje się mitologią, ale pierwsza święta zasada tłumacza brzmi: "przygotuj się do tłumaczenia". - Radzę wziąć sobie to do serca na przyszłość. Mieliśmy też w serii sporo ciekawostek astronomicznych, a to głównie za sprawą wszechobecnych "kosmosów" (do dziś nie mogę się pogodzić z myślą, że jestem tylko cząstką Seiyi ), ale to zawdzięczamy już Francuzom.
Z jednej strony, możemy być zadowoleni, że dostaliśmy kolejną komedię do obejrzenia. Problem jednak polega na tym, że "Saint Seiya" nie jest z założenia serialem komediowym. Stał się nim dopiero dzięki polskiemu opracowaniu, bo tylko tak można je nazwać - komedia. Pozostaje tylko żywić nadzieję, że ta ofiara nie pójdzie na marne i kolejne przekłady będą już lepsze, a może jestem niepoprawnym optymistą...? Wszystkim miłośnikom serialu radzę natomiast postarać się o wersję oryginalną, dostępną na wideo, CD lub DVD. Sami przekonacie się wtedy, że oglądacie zupełnie inną serię. To właśnie będzie prawdziwa "Saint Seiya".