::(: Manga Toplista :)::

Forum chwilowo nieczynne

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

Crying Freeman Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2006-10-21 17:19
Nazywam się Hinomura... Yo Hinomura..." - parafrazując nieśmiertelnego Jamesa Bonda, jak mógłby się przedstawić bohater, wymyślony przez Kazuo Koike, a narysowany przez Ry-ichi Ikegami. Popularność tego bohatera ze względu na dużą dawkę przemocy i erotyzmu, jakimi przesycone są manga i anime z tej serii, kształtuje się różnie, w zależności od wieku i upodobań wielbicieli gatunku.
Uprzedzając ewentualne zarzuty, czy taki gatunek należy polecać czy nie, odpowiem, że znam wiele filmów, uznawanych za klasykę, a traktujących tematy zarówno wstydliwe, jak i preferujące przemoc z dużo mniejszym szacunkiem i taktem. A co na ten temat mógłby powiedzieć tytułowy "Crying Freeman"?
Parafrazując jeszcze raz, tym razem Jessicę z filmu "Kto wrobił Królika Rogera?" - Yo Hinomura mógłby po prostu oświadczyć: "Tak naprawdę nie jestem taki zły... Mnie po prostu tak narysowano...".

MANGA Ryoichi Ikegami jest szczególnie powiązany z postacią Kazuo Koike, który jest autorem scenariusza do mangi. Podobnie zresztą jak znana wszystkim Rumiko Takahashi... Ale o tym innym razem... Wracając do pana Ikegami... Rysownik debiutował w 1971 roku postacią Aineo Boy'a, narysowaną właśnie do scenariusza Kazuo Koike. Uważany jest obecnie za jednego z najwybitniejszych mangaków, rysujących realistycznie i nie unikających tematyki serwującej elementy przemocy i sexu. Przez pewien czas Ikegami usito-wat rysować wedtug własnych pomysłów, ale na szczęście dla siebie i wielbicieli jego talentu uznał wkrótce wyższość zawodowców. Szczególną popularność przyniosły mu serie "Mai the Psychic Girl" (3 tomy), "Sanctuary" rysowane w latach 1985-95 wg scenariusza Fumiura Show (12 tomów), "Offered" ponownie wg tekstu Kazuo Koike (4 tomy) i na koniec "Ouritsuin Kumomaru no Shogai" znany również jako "Samurai Crusader" (3 tomy).
Typowym bohaterem mang Ryoichi Ikegami jest samotny człowiek, stojący poza społeczeństwem, kierujący się własnymi szlachetnymi pobudkami (mimo że nie stroni od użycia sity) i jest wyalienowany ze względu na swoją inność. Ceniący sobie ponad wszystko honor, przyjaźń i lojalność. W sumie podobnymi pobudkami kieruje się również Spiderman, którego Ikegami rysował w latach 70-tych na zlecenie Marvela. Ryoichi Ikegami ma prawdopodobnie równie dużą ilość zwolenników, co zagorzałych przeciwników. Powód jest zasadniczy... Czy to, co rysuje to na pewno manga? Jedni uważają, że jeśli autor jest Japończykiem i wydaje w Japonii, a dodatkowo rysuje wg japońskich scenariuszy, to jest mangaką i kropka. Inni nie widzą w rysunku Ryoichi Ikegami nic japońskiego. Zarzuca mu się, że się zamerykanizował i z taką kreską mógłby równie dobrze tworzyć w Stanach. Osobiście uważam, że... tworzy mangę i to naprawdę doskonałego gatunku. Wprawdzie jego rysunki rzeczywiście nie przypominają, przykładowo ani prac pani Takahashi, ani Urushihary o Clampie nie wspominając, ale są tak perfekcyjnie dokładne i oddające nastrój rysowanych historii, że ich zbieżność z tradycją przestaje mieć większe znaczenie. Chciałbym zestawić ze sobą trzy interpretacje przygód człowieka zwanego "Crying Freemanem", będącego jednym z najpopularniejszych bohaterów spółki Ikegami-Koike. Jak wielu popularnym postaciom udało mu się przewędrować świat w postaci rysowanej w mandze, animowanej w OAV i sfilmowanej w wersji pełnoekranowej. Mówiąc o mandze i anime, chciałbym się jedynie ograniczyć do pierwszej części cyklu noszącej tytuł "Portret zabójcy". Ograniczam się do tej jednej pozycji, mimo że istnieje kontynuacja serii "Crying Freema-na", zarówno w formie książkowej (w Japonii dziewięć tomów), jak i OAV (w sumie 5 kaset: "Portrait of a Killer"; "The Enemy Within"; "Retribution"; "The Hostage"; "Impersonator/Russian Connec-tion"). Powodem jest po pierwsze, film kinowy z Markiem Dacacsosem w roli głównej, który oparto właśnie na pierwszym tomie serii, a po drugie "Portret zabójcy" jest chyba najmocniej osadzony w realiach życia, łącząc harmonijnie świat zbrodni ze światem ludzi, którzy o istnieniu triad i yakuza dowiadują się z gazet. A teraz uwaga... Będzie streszczenie, czyli popularnie tak zwany spojler. Wiem, że część czytelników nie przepada za tymi fragmentami tekstów, więc wolę uprzedzić. Kto nie lubi niech opuści. Zdecydowałem się zresztą na opis z czysto praktycznych powodów. Musiałem mieć jakieś odniesienie to tego, co potem zaprezentowało anime i film fabularny. Manga bowiem najszerzej potraktowała pewne aspekty, zwłaszcza przeszłość Yo, nim został Freemanem. Jak przypuszczam, większość naszych czytelników widziała film, warto więc przy okazji sprawdzić czego anime nie uwzględniło. Manga przenosi nas do współczesnej Japonii, na przedmieścia Tokio, gdzie w wiktoriańskiej rezydencji, samotna, wzięta malarka, panna Emu Hino, w wielkim pokoju świętuje swoje 29-te urodziny. Pisząc pamiętnik, spogląda na stojący w mroku obraz. Powracają wspomnienia z Hong Kongu, gdzie wybrała się na plener. Była tam świadkiem strzelaniny, w której zginęły trzy osoby. Zabójca, młody człowiek w chińskim ubraniu stał przed nią, a jego twarz była mokra od tez. Podała mu chusteczkę, a on nim odszedł powiedział jej swoje imię... Teraz samotna, w wielkim domu czeka na niego, wiedząc, że jako świadek musi zginąć... Z głębi pokoju, z ram obrazu patrzą na nią, zza lufy wycelowanego pistoletu, oczy z których płyną łzy...
W komendzie policji w Tokio wśród funkcjonariuszy panuje szok. Zostali zwołani na konferencję, na której zjawia się szef potężnej rodziny yakuza. Podczas spotkania, wielki boss Shudo Shimazaki ujawnia istnienie organizacji chińskiej "108 smoków", która zaczyna z pobudek handlowych, politycznych, tradycyjnych wchodzić w paradę gangom japońskim. Ich czołowy zabójca nosi pseudonim "Freeman". Na zakończenie spotkania szef yakuzy oświadcza zaskoczonym policjantom, że teraz jako świadek jest pod ich ochroną. Wychodzącego z budynku gangstera i jego dwóch ochroniarzy zabija zamaskowany człowiek. Uciekając przed policyjnym pościgiem, przebiega obok idącej chodnikiem Emu Hino. Na widok płynących spod maski tez dziewczyna mimowolnie wypowiada imię ... Pan Yo... Noc... Do rezydencji rodziny Hino włamuje się zabójca. Tymczasem dziewczyna jest przesłuchiwana na komisariacie. Mimo gróźb, nic nie chce powiedzieć. Wraca do domu nie zwracając uwagi na dziennikarzy i policyjną obstawę. Bierze prysznic. Na korytarzu z pustych ram obrazu spoglądają na nią oczy Yo, znanego jako "Freeman". Dziewczyna nie jest zaskoczona nocną wizytą, tak jakby oczekiwała śmierci. Robi sobie staranny makijaż, zakłada ślubne uroczyste kimono. Krótka rozmowa z Yo i ostatnie życzenie dziewczyny zbliżają do siebie zabójcę i ofiarę. Zostają kochankami. Pod domem Emu trzyma straż policjant, komisarz Nitta. Pojawiają się yakuza dowodzeni przez Ryuji Hanada, nowego bossa klanu Haku-shin, który zabijając Freemana chce sobie zyskać szacunek w świecie przestępczym. Klan wie o Emu i o tym, że zna mordercę. Nitta, od dawna współpracujący z Hakushin, wpuszcza ich do domu. Yo nie daje się zaskoczyć. Zabija yakuza i przy pomocy swojego przyjaciela i "ochroniarza" Yuena Koh ciężko rani Hanadę. Podczas strzelaniny zostaje również ranna Emu. Yo nie jest w stanie doprowadzić egzekucji do końca. Wbrew sobie odwozi ją do szpitala. Przed rozstaniem wyjawia jej swoje prawdziwe nazwisko i miejsce, gdzie można go odnaleźć. Po okresie rekonwalescencji dziewczyna wychodzi ze szpitala i wsiada do taksówki. Yakuza usiłują ją przechwycić. Okazuje się, że pilnowali sobowtóra. Prawdziwa Emu wyjeżdża do Izu, gdzie w warsztacie garncarskim spotyka Yo. Hinomura wspomina jak doszło do tego, że jest teraz czołowym zabójcą chińskiej organizacji, a jego skórę pokrywa smoczy tatuaż... Lata temu odbyła się wystawa jego garncarskich prac w Nowym Yorku. Był to sukces. Podczas wystawy popełniono zbrodnię, a w jego ręce dostał się film, na którym torturowano człowieka ze smoczym tatuażem. Yo nim zdążył powiadomić policję, został uprowadzony. Za pomocą akupunktury opanowano jego ciało i zmuszono go, by zabił Antonio Rossi, szefa miejscowej mafii. Wychodząc z akcji bez najmniejszego draśnięcia, Yo udowodnił, że ma "talent". Organizacja "108 Smoków" zainteresowała się nim na serio i oddała go w ręce "Tygrysicy" Fuh Fung Ling - miniaturowej staruszki, pod której ręką Hinomura przeszedł morderczy trening skrytobójcy. Po "zdaniu egzaminów" Hinomura zostaje wytatuowany przez mistrzynię swego fachu Shi Enju. Dziewczyna, mimo że jest na usługach Camory i ma kontrakt na Freemana, nie może wykonać wyroku. Bowiem według chińskich wierzeń Yo jest obecnie chroniony przez smoka, który daje mu swoją siłę i moc. Shin Enju przepłaca brak posłuszeństwa życiem, a Yo dokonuje na własny rachunek masakry wśród ludzi Camory. Wyposażony w nowe umiejętności i tatuaż powraca do Japonii. Jedyne, co pozostaje mu ze starego życia i wolności, to łzy, którymi opłakuje swoje ofiary. Opowieść Yo dobiega końca... Do rzeczywistości przywraca go Koh, który donosi mu, że yakuza rozesłali za Emu listy gończe. Freeman decyduje się doprowadzić rozgrywkę z Hanadą do końca. Zmusza jednego z lokalnych bossów yakuzy do zarekomendowania go w klanie Hakushin. Potem przy pomocy Koh, zabija Ryuji Hanada i jego obstawę. Kierowana zemstą i żądzą objęcia przywództwa klanu, żona Hanady spotyka się z inspektorem Nitta. Szantażem (i to jakim!) zmusza go do współpracy. Za podanie miejsca pobytu Emu Hino zostaje wyznaczona niebotyczna nagroda.
Tymczasem Yo i Koh wracają na pokład łodzi podwodnej, należącej do "108 Smoków". Obu grozi śmierć za pozostawienie Emu przy życiu. Yo jest gotów oddać własne życie za bezpieczeństwo dziewczyny. Dowodząca statkiem Tygrysica w końcu ulega... Uznaje, że Emu była mu przeznaczona i, jako jego kobieta, podlega ochronie organizacji.
Yo powraca na ląd. Czas ku temu najwyższy, bowiem informacja o miejscu pobytu Emu już dotarła do klanu Hakushin. Ludzie klanu zastają w domu Hinomury czekającą na nich dziewczynę, ubraną w kimono. Wszyscy oczekują na przybycie żony Hanady i komisarza Nitty. W kilka sekund wszyscy gangsterzy rozstają się z życiem. Dom bowiem jest jedną wielką pułapką pełną śmiertelnych niespodzianek. Kimie Hanada i Nitta przylatują śmigłowcem i w zupełnie niesamowity sposób zostają zmuszeni do zawarcia z Freemanem kontraktu, dającego wolność Emu w zamian za ich życie. W finale Freeman w towarzystwie kochanej kobiety odpływa na łódź podwodną smoków. Emu zdejmuje kimono i rzuca za siebie w morze. Naga i wolna podąża ku nowemu życiu...

ANIME
O OAV będzie krócej, bowiem anime można zasadniczo potraktować jako kolorową i ruchomą wersję mangi. Ten sam design postaci, niezmienione teksty i niemal bliźniaczy przebieg akcji. Oczywiście, biorąc pod uwagę rozmiary pierwszego tomu "Craying Freemana" (przykładowo francuski Glenat wydał "Portrait of a Killer" w dwóch tomach) i rozmiary OAV, znajdziemy tutaj parę W anime, mimo że pominięto sporo fragmentów mangi uznać trzeba, że byty to epizody nie mające znaczącego wpływu na przebieg akcji. Opuszczono sceny, które w filmowej wersji zdrowo zachlapałyby ekran czerwienią. Ponadto, ku rozpaczy koneserów damskiej urody, nie uwzględniono w anime całego wątku romansu Yo ze Shi Enju, która, przypominam, była autorką jego tatuażu. Całkiem zrozumiałe jest również, dlaczego nie zdecydowano się na kontynuację wątku osobistej vendetty Freemana na ludziach z Camory. Nawet w wersji rysunkowej sceny tortur i morderstw są wyjątkowo makabryczne. Od czasów rysunkowego "Crying Freemana" nikt nie wmówi mi że krew w wersji czarno- białej robi mniejsze wrażenie niż ekranowo czerwona. W filmie nie dopatrzycie się również całego szkolenia Freemana. W anime zaznaczono jedynie, że Yo nie próżnował podczas pobytu w Hong Kongu, Pokazano jedno z jego zadań specjalnych (popisowe zabójstwo przy użyciu parasola), nota bene premierowe, po tym, czego nauczyła go "Tygrysica". Sama postać staruszki Fung Ling pojawia się w anime trochę jakby przez zaskoczenie. Po raz pierwszy widzimy ją w kilku migawkach z Hong Kongu, a potem jako dowódcę łodzi podwodnej organizacji "108 Smoków" i nie bardzo szczerze mówiąc wiadomo, co to za karakan i dlaczego masakruje Yo i Koh. Po przeczytaniu mangi jakoś brakuje mi w filmie choćby wspomnienia o tym, że Freeman jest wychowankiem i ulubionym uczniem morderczej staruszki. Zabrakło również logicznego wytłumaczenia, jakim cudem Yo i Koh wślizgnęli się do organizacji Hakushin. Ten brak, ku mojemu zaskoczeniu, wykorzysta! z kolei film kinowy, ale o tym za moment. Za co należy OAV cenić?... Wydaje mi się, że w doskonały sposób uzupełniła sceny, które po prostu trudno jest narysować (mimo niewątpliwego talentu twórcy). Niesamowite wrażenia robią na przykład zwolnienia akcji w momentach ataku Freemana. Równie taktownie i bez zbędnych podtekstów została ukazana scena intymna z Yo i Emu w rolach głównych. Film należy zatem potraktować jako dopełnienie mangi i widowisko na niezłym poziomie plastycznym, kolorystycznym i dźwiękowym. Ponadto, mimo realistycznego desi-gnu, nie mającego nic wspólnego z ostrymi męskimi twarzami i wielkimi oczyma pań, film jest do głębi japoński. Jedna uwaga, o ile na mangach nie zaznacza się raczej granic wiekowych, to tutaj 18-tka na okładce kasety jest naprawdę uzasadniona.

FILM
Ciągle rosnące powodzenie, i manga będąca niemal gotowym scenariuszem "Crying Freemana", musiało się skończyć jego filmową interpretacją. Produkcja ruszyła w międzynarodowej obsadzie z odpowiednio dużym budżetem. Zapowiadało się coś naprawdę niecodziennego. Producentami były j Kanada, Francja, USA i Japonia. Pewnym zaskoczeniem dla wielbicieli Yo Hinomury było powierzenie zadania napisania scenariusza dwóm Francuzom. Reżyser filmu, Christo-phe Gans, mógł się w 1994 roku poszczycić jedynie jednym filmem i to z gatunku horror-komedii (Ne-cronomicon II).
Kolejne mieszane uczucia wywołało obsadzenie głównej roli męskiej i żeńskiej. Mark Dacascos, posiadacz czarnych pasów w kilku dziedzinach sztuk wojennych i zwycięzca turniejów Martial Arts, mimo niezaprzeczalnej urody, był kojarzony z niezbyt ambitnymi filmami akcji. Ponadto urodził się na Hawajach w rodzinie mającej korzenie chińsko-irlandzko-hiszpańsko-filipińskie. Od razu rozległy się pytania, czy licząca ponad 100 milionów ludzi Japonia nie jest w stanie zaproponować do tej roli aktora, równie sprawnego fizycznie, a o rysach bardziej wschodnich?
Mangowa Emu Hino została zapobiegawczo przerobiona na Emu 0'Harę, czyli czystej krwi amerykankę, co od razu oddaliło ewentualne pytania o orientalność jej urody. Dlaczego w tej roli obsadzono, znaną jedynie z trzecioplanowych ról w serialach telewizyjnych, Julie Condra, pozostawało tajemnicą do momentu jej ślubu z Markiem Dacascosem. Osobiście zresztą nic do niej nie mam. Dziewczyna jest śliczna jak z obrazka, a zupełnie spłaszczona rola, jaką powierzył jej scenariusz, właściwie tylko tego od niej wymagała. Miała dobrze wyglądać i stanowić tło dla męża.
Olbrzymiego, w wydaniu mangowym, szefa Hakushin yakuza, Shudo Shimazakiego, zagrał filigranowy i etatowy Azjata amerykańskiego kina -Mąko. Za to w roli Pani Hanada wystąpiła Yoko Shimada, znana nam z roli Lady Mariko Buntaro w serialu "Shogun" wg Clawella.
Szczerze mówiąc, znałem już mangę i anime, nim zobaczyłem filmową wersję "Crying Freemana" i oczekiwałem jej raczej z powątpiewaniem w amerykańskie umiejętności. Recenzje, które wyprzedzały film mówiły, że został on stworzony nie tylko na bazie mangi, ale jest wręcz niemal niezmienionym jej odbiciem. Doświadczenia z interpretacji japońskich scenariuszy przeniesionych na tono ekranów USA miałem raczej smutne, zwłaszcza po obejrzeniu dwóch "Guyverów". No i stało się. Historia filmowego Mr. Yo trzymała się mangowej fabuły w kilku zasadniczych punktach, a między ' nimi wita się jak umiała. A to, co zafundowali scenarzyści na koniec filmu, wywoływało coś pośredniego między szokiem, a politowaniem.