::(: Manga Toplista :)::

Forum chwilowo nieczynne

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

DBZ Film #03: Bratobójcza walka Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2006-10-21 17:51
Za oknem przyświeca słoneczko, a przynajmniej powinno, a zatem jest to odpowiednia chwila, aby w pobliskim lasku urządzić piknik! Co jest? Nie macie w pobliżu lasku? Wycięli? A to szuje. No trudno. W każdym razie Goku i spółka na brak lasku nie narzekają i dokładnie na początku trzeciego filmu kinowego, wydanego dawno temu na naszym rynku przez Planet Mangę, urządzili małe, leśne party... Zaraz potem sonda kosmiczna spadła im na łepetyny.
I bynajmniej nie był to hakerski wyczyn tutejszych zwierząt, chcących się w ten sposób zemścić na zakłócających im spokój turystach. Tym bardziej że ów "wypadek" wywołał niezłe zamieszanie w leśnym ekosystemie i sfajczyli sporą jego część, łącznie z chatą gajowego Maruchy. Nasi bohaterowie to twardziele nie z tej ziemi, ale serca mają miękkie, więc w ramach dnia dobroci dla zwierząt postanawiają zrobić zrzute i wezwać na pomoc szefa bandy podwórkowej - niejakiego Shen-longa. Co prawda, Kuririnowi i Gohanowi udaje się ugasić pożar, no ale co się stało, to się nie odstanie... no, chyba że ma się takich smoczych znajomych (uwaga! Mam smoka i nie zawaham się go użyć!). Dla Shenlon-ga naprawienie szkód powstałych w wyniku eksplozji to bułka z masłem i szczypiorkiem, i już po kilku dłuższych chwilach las znowu jest nietknięty puszkami po konserwach i tętni życiem. Jednocześnie zgodnie z powiedzeniem: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło - w czasie akcji ratunkowej Gohan ratuje małego smoczka (bynajmniej nie tego do instalowania na butelce i dojenia), który staje się jego psiapsiółką, eee... przyjacielem, ale to nieco później, nyo. W każdym razie robi się słodko i sielankowo i co bardziej nerwowi fani DB mogą kręcić noskami, ale spokojnie, moi mili - to wszystko to tylko podwójny blef wroga i cisza przed burzą. Prawda bowiem wygląda tak, że tajemniczy obiekt, który spadł naszym bohaterom na teren ich pikniku, to nic innego jak najprawdziwsza sonda obcej, wrogiej rasy, chcącej rozpocząć na Ziemi akcję sadzenia drzew! (Zieloni atakują!) A właściwie -jednego! I to nie takiego zwykłego! Drzewo to bowiem... ooo, nie, nie, nie - więcej szczegółów nie zdradzę, bo stracicie całą przyjemność z oglądania filmu. To a propos tych fanów DB, którzy jeszcze owego filmu nie widzieli (o raju, to są tacy!? - precz mi z oczu, bo Pafikiem poszczuję!). Natomiast całej reszcie przypominamy zakończenie: owi tajemniczy najeźdźcy to w rzeczywistości wielki przekręt Kamesennina, który w ten sposób chciał zaznaczyć swoje poparcie dla miejscowego czarnoksiężnika, potrafiącego - podobno - przyrządzać niesamowicie skuteczny napój miłosny (jest się po nim rosłym i silnym jak dąb ), a owo drzewo, mające być niejako zasadzone przez niego w miejscu wybuchu, to tylko atrapa wehikułu do produkcji oryginalnych tajlandzkich podróbek smoczych kul. A tak w ogóle dodać jeszcze należy, że z całą sprawą ma związek następny krewny Goku, co z kolei potwierdza stare powiedzonko, że z rodziną wychodzi się dobrze tylko na zdjęciach. A i to nie zawsze, no bo kto chciałby mieć zdjęcie z taką gębą jak ma Piccolo?
Wracając do sedna. Trzeci z kolei film kinowy z serii "Dragon Bali", wydany na naszym rynku pod hucznym tytułem "Największy pojedynek na świecie", wypada całkiem dobrze na tle poprzednich kinówek DB znanych dzięki Planet Mandze. Już tradycyjnie będziemy mieli do czynienia z francuską wersją językową, jednak zarówno opening, jak i ending zachowane zostały w wersji oryginalnej. (!) Podobnie nie można nic zarzucić okładce - w przeciwieństwie do wpadki z pierwszą kasetą, ta jest odpowiednio dobrana i zgodna z treścią filmu. Ponadto udział w zbiorowej awanturze weźmie prawie cała plejada dragon-ballowych gwiazd: Son Goku, Son Gohan, Piccolo, Kuririn, Tenshin, Chaozu, Yamcha i inni. Nie będzie za to Vegety, o! Wszystkie fanki prosimy o zaprzestanie szlochania - to nic nie pomoże. Najwidoczniej pomogło jednak lektorowi, który uczynił spore postępy i wymawiane przez niego imiona bohaterów brzmią już o wiele bardziej swojsko, czyli dragonballowato! Posłuchajcie sami! (No, co jest? Jeszcze nie słyszeliście? Buu!) I na powrót, wracając do akcji - nie zabraknie w niej tego, co fani DB lubią najbardziej - spektakularnych pojedynków oraz mężnych czynów. Film ogląda się bardzo miło, wśród fanów są nawet osoby twierdzące, że jest to najsympatyczniejszy z dotąd wydanych filmów DB na naszym rynku. Czy tak jest w istocie - tego wam nie powiem, bo nie mam na ten temat zdania, ale słyszałem tego typu opinie z różnych źródeł, więc coś w tym musi być. Fabuła jest na tyle oderwana od serii TV, że film ten może obejrzeć każdy, nawet jeśli nie śledził przygód bohaterów Z w telewizji. A jeżeli jesteś fanem "Dragon Balia" i jeszcze nie zaopatrzyłeś(-aś) się w tę kasetę, niech cię dragon świśnie - nie wiesz bowiem, jak fajnie jest bić kosmitów i ratować smoczki podczas letniego pikniku, o!