::(: Manga Toplista :)::

Forum chwilowo nieczynne

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

DBZ Film #02: Najsilniejszy wojownik na ziemi Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2006-11-30 20:23
"Dragon Bali" stał się u nas wielkim megahitem. Wiele osób już dawno opętała mania smoczych kul. Co nas tak pociąga w tym, że często zdarza się urwać z lekcji lub innych zajęć, rezygnując ze spotkań z przyjaciółmi - a wszystko tylko po to, by obejrzeć kolejny odcinek tej serii? Walki, masa interesujących postaci, ciągłe niekończące się bijatyki i akcja - to właśnie jest odpowiedź! Co prawda, czasem zdarzają się odcinki nudne, zupełnie nieciekawe, ale, ponieważ jest to "Dragon Bali", przymykamy na to oko. A jednak mimo tak ogromnej popularności serial ten nie doczekał się u nas, przynajmniej jak do tej pory, żadnych promocji, wydań specjalnych czy gadżetów (nie licząc żałosnych plastikowych figurek - podróbek chińskich podróbek...). Jednak wreszcie, po tak długim czasie oczekiwania, pojawiło się światełko w tunelu! Ku uciesze fanów DB, polscy wydawcy powoli, acz skutecznie, zaczynają działać na tym polu, wypełniając powstałą lukę. I tak oto pojawiła się już manga opowiadająca o przygodach dzielnego Son Goku i spółki. JPF odwala kawał naprawdę niezłej roboty, oddając nam do rąk kolejne tomy przesycone "rzepczastym" humorem. Czy również tak dobrze spisała się Planet Manga, wydając na kasetach film kinowy naszego ulubionego anime?

Sam tytuł ("Dragon Bali Z -Najsilniejszy Wojownik na Ziemi") budzi pewne wątpliwości (albowiem wszystko wyjaśnia! - jak to mówią - czasem tytuł mówi sam za siebie...). Okładka również jest źle dopasowana i całkowicie myląca. Znajdujące się na niej postacie pojawiają się dopiero pod koniec serii "Dragon Bali Z", podczas gdy w filmie występują bohaterowie z początku tej serii...

Cała akcja toczy się w mroźnych górach, wśród "twardych jak skała" lodowców (gdzie, dziwnym zbiegiem okoliczności, trenuje Piccolo). Ktoś zaczął gromadzić Smocze Kule zapewne znając ich sekret. Ale kto? Nagle zapada ciemność, na niebiosach ukazuje się ogromny smok, po czym natychmiast znika, wskrzeszając jednak do życia mózg dr Willowa (po 50-łetniej hibernacji), którego jedynym marzeniem jest zgładzić ludzkość i zapanować nad Ziemią ("Mars, mars, mars napada.."). Niestety w tym celu potrzebuje on najsilniejszego i najsprawniejszego ciała, aby nikt mu w tym nie mógł przeszkodzić. Wraz ze swoim protegowanym, dr Kosheenem ("to Pinki, to Pinki, jest i mózg, mózg, mózg..."), próbują wytypować człowieka, który spełniłby ich oczekiwania (a dokładniej - oczekiwania dr Willowa, bo w końcu to on jest mózgiem całej operacji...). I tu ujawnia się brak aktualnych wiadomości (gdzieś z 40-50 lat do tyłu), albowiem zamiast naszego Son Goku porywają - kogo? - Kame-sennina wraz z osobą towarzyszącą, czyli Bulmą. Na szczęście nasz bohater, Son Goku, w porę się o tym dowiaduje i rusza z odsieczą, by wyprowadzić dwójkę geniuszy z błędu. Nie wie jednak, że tam czekają już na niego trzy doskonałe twory doktora Willowa (tzw. "nadludzie") - ponoć najsilniejsze cyborgi, jakie widział świat (hmm... dejavu?). Tuż za Goku podążają Krilan oraz Son Gohan (który jak zwykle wymknął się w tajemnicy z domu - uuu... to będzie bolało...). W trakcie gdy szalony doktorek w sposób sadystyczny i bardzo niehumanitarny sprawdza umiejętności Kame-sennina, nasz bohater jest już w połowie drogi do siedziby wroga. W końcu dochodzi do decydującej konfrontacji. Son Goku vs. a nadludzkie cyborgi!!!

Czy Goku uda się pokonać potwory dr Willowa?
Czy dr Willow zdobędzie ciało Son Goku?
Czy mózg potrafi mówić?
oraz
Kto okaże się najsilniejszym wojownikiem na Ziemi?

Jeśli nie domyśliliście się jeszcze odpowiedzi na powyższe pytania, a koniecznie chcielibyście je poznać, to nie macie niestety innego wyboru, jak obejrzeć ten film. Jednak gdybyście sądzili, że znacie odpowiedź, to spokojnie możecie iść na lody (nic nie stracicie). Film nie jest co prawda pierwszej wody i ma wiele wad, ale można się w nim również doszukać paru zalet. Niestety można je policzyć na palcach jednej ręki. Po pierwsze, za plus można uznać fakt, iż jest to pierwsze polskie wydanie anime DB na kasetach. Ponieważ Smocze Kule nie istniałyby bez szybkiej akcji, również tu mamy sporo mordobicia, łamania kości, jak i rozrywania na kawałki. Cieszy także obecność oryginalnej japońskiej czołówki, co - w porównaniu z emitowaną u nas francuską wersją serialu - jest już jakimś kroczkiem naprzód. No i to tyle, jeśli chodzi o plusy... Co się zaś tyczy minusów, jest ich znacznie więcej. ...Hmm... O ile czołówka zasługuje na pochwałę, o tyle sama wersja językowa pozostała taka sama jak francuska tylko z polskim lektorem. Co prawda, do języka francuskiego zdążyliśmy się już przyzwyczaić, jednak lektor w tym przypadku sknocił sprawę. Co chwilę gubi się w tekście albo odzywa, gdy żaden z bohaterów nic nie mówi. Jeżeli zaś chodzi o fabułę, to jest ona naciągnięta aż do granic możliwości. Rozumiem, że większość fanów DB to osoby należące do młodszego pokolenia, jednak nawet oni mogą niekiedy poczuć się urażeni poziomem intelektualnym intrygi, jaką zaserwowali nam twórcy. Na dodatek, ponieważ sama treść nie zabiera zbyt dużo czasu, wstawiono kilka przerywników w ogóle niezwiązanych z akcją (np.: sen Son Gohana), która zresztą jest jednostajna, tendencyjna i opiera się na ogranych do bólu schematach. Sprawa ścieżki dźwiękowej w sumie nie przedstawia się najgorzej. Jednak i tu twórcy nie zawiedli nas swoim "profesjonalizmem". Szczytem, który rozbroi każdego, jest wesoła, skoczna "muzyczka" źle dopasowana do sceny dramatycznego i decydującego starcia duetu Gohan i Piccolo kontra dr Willow.

Podsumowanie
Trudno dokładnie określić, do kogo "Najsilniejszy Wojownik na Ziemi" jest kierowany. Bo na pewno nie do zagorzałych fanów DB - ci z dużym prawdopodobieństwem zawiodą się na nim. Nie jest to również z całą pewnością kino na miarę GitSa ani "Mononoke Hime". A jednak mogę z czystym sumieniem polecić ten film każdemu, kto chce się odprężyć po ciężkim dniu, ma ochotę na prosty i niezobowiązujący kawałek animacji. Bowiem przy tych wszystkich potknięciach, a niekiedy nawet "poważnych wpadkach", film ma niesamowitą wręcz zdolność poprawiania nawet bardzo popsutego samopoczucia ("wielokrotnie testowane na zwierzętach" *_*). Jednak warto pamiętać, że nie należy brać go poważnie, bo wtedy wszelkie "smaczki" będą po prostu razić. Warto też mieć w domu taki film udowadnia, że japońska animacja nie składa się z samych dzieł sztuki, ponieważ może dać również masę przyjemności, jeśli się ją potraktuje z dużym przymrużeniem oka.