::(: Manga Toplista :)::

» Spore doladowanie... Koment
» Naruto #71 drugi na... Kome
» Powrot / Japanicon 2015 - K
» Shingeki no Kyojin #72
» Regulamin

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

Samurai Deeper Kyo Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2007-11-02 12:29
Mam już dość anime z nurtu shójo! Naprawdę. Nic tylko ona chce być z nim, on z nią też, ale jej nie powie. Ona płacze, on czuje się podle i po 56 odcinkach decyduje się jej to wyznać. A to wszystko tylko po to, żeby przez kolejne miliony epizodów zastanawiali się, czy ich uczucia są szczere, dlaczego dłużej przyglądają się innej osobie i czy to znaczy, że on/ona ją/jego już nie kocha? (niepotrzebne skreślić xD). Mam dość! Długo szukałem więc produkcji, która dostarczyłaby innych, nieco brutalniejszych może, wrażeń estetycznych, podanych w nie za ciężkiej, ale i nie za lekkiej formie. Takiej, w której główny bohater nie ograniczy dialogów (bardziej chyba mimo wszystko monologów) do: „Miaka....Miaka....MIAKA!!!". Wręcz przeciwnie. Będzie niemalże brutalem, jednak nie pozbawionym osobistego uroku i charyzmy. Będzie kimś, kto nie kieruje się „Kodeksem Romantycznego Obłędnego Rycerza", ale podąża wyłącznie za swoimi instynktami. A one mówią mu: „WALCZ! Jak najwięcej, ale nie z byle kim." - A wszystko to polane pikantnym sosem historii jednej z najważniejszych wojen domowych Kraju Kwitnącej Wiśni. Nic tylko palce lizać. Jeżeli szukacie czegoś podobnego, myślę, że zapukaliście w odpowiednie drzwi.

It's party time!
Wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Cztery lata po sławnej Bitwie pod Sekigaharą, Ludzie powrócili do spokojnej codzienności, ciesząc się z nastałego pokoju. Jeszcze niektórzy wspominają dziwne wydarzenia, które miały miejsce podczas bitwy. Drzewa szumią historię o potężnych wojownikach, którzy zetknąwszy swoje miecze, niespodziewanie zniknęli w płomieniach, które spadły z nieba. Ale to już przeszłość. Nastał pokój. Wtedy też poznajemy główną bohaterkę serii. Nazywa się Shina Yuya, a z profesji jest łowcą nagród. Od jakiegoś czasu „ostrzy sobie zęby" na sławnego Onime no Kyo, który zabił tysiąc żołnierzy tylko w jedną noc. Jednak od czterech lat nikt już o nim nie słyszał. Gdy spotyka młodego, wędrownego medyka, zdaje jej się, że los w końcu się do niej uśmiechnął. Bierze go za legendarnego „zbira", ale dość szybko przekonuje się, że delikwent jest za słaby, żeby mógł się z nią zmierzyć, a co dopiero z tak wieloma wyszkolonymi samurajami. Przeglądając swój notes z najnowszymi informacjami o poszukiwanych, potwierdza własne przypuszczenia. Młodzik nazywa się Mibu Kyoshiro, a władzom naraził się ucieczką z karczmy bez zapłacenia uprzednio rachunku. Nagroda marna, ale pieniądz na ulicy nie leży. Przecież nie na darmo się mówi: „ziarnko do ziarnka, uzbiera się miarka." Po dość brutalnym potraktowaniu Kyoshiro, Yuya wiąże go i wiesza na drzewie. Nie wie jednak, że jej los został już przesądzony. Spotyka postać, którą wcześniej brała za wytwór bajarzy. Na jej drodze staje prawdziwy Kenyo. Był to kiedyś wspaniały dowódca, jednak podczas Bitwy pod Sekigaharą znajdował się wystarczająco blisko spadającego meteoru, żeby zostać zmienionym w mutanta... Od pory poszukiwał godnego siebie przeciwnika - Onime no Kyo. Walka była z góry przesądzona. Kyoshiro nie mógł nic zrobić, a Yuya nie dawała sobie rady. Zdawało się, że nic już ich nie uratuje. Wtedy jednak obudził się Kyo. Z łatwością pokonał potwora. Dziewczyna zaczęła uciekać, przerażona mocą mężczyzny. Jednak Kyo zniknął, a w jego miejsce zjawił się Kyoshiro. Od tamtej pory rozpoczęła się ich wspólna wędrówka...

Soul Hunter i Samurai Deeper Kyo?
Ano, wygląda na to, że dość sporo. A mianowicie - reżysera. Do najbardziej znanych przez polskich fanów mangi&anime prac Nishimura Junji, oprócz wspomnianego już "Łowcy Dusz", zaliczyć możemy także serie na podstawie mangi Rumiko Takahashi - „Ranma 1/2". Za chara design natomiast odpowiada Fukuzawa Manabu Studiem, dzięki któremu seria ujrzała światło dzienne, jest Studio Deen, które stworzyło takie produkcje, jak „Friuts Basket", "Ruroni", "Kenshin Seisohen", "Read Or Die OAV", a także Kishin Doji Zenki". SDK gościł na ekranach od 1 lipca 2002 roku i ostatecznie zamknął się w 26 epizodach.

O historii słów kilka...
I to dokładnie kilka. Pragnę tylko przybliżyć nieco prawdziwą historię poruszoną w SDK, a nie pisać traktat historyczny. Jeżeli kogoś zainteresuje temat, odsyłam do lektury książek, które na pewno znaleźć można przynajmniej w książnicy miejskiej xD. W 1600 roku, czyli w 2 lata po śmierci Toyotomi Hideyoshi, 100 000 armia leyasu starła się z 80 000 armią wierną rodowi Toyotomi, dowodzoną przez Ishidę Mitsunari na polach Sekigahary (prefektura Gifu). Była to największa wojna domowa w Japonii, która podzieliła kraj na dwie części. Po zwycięstwie w tej bitwie leyasu został pierwszym szogunem z rodu Tokugawa, spełniając tym samym swój odwieczny sen o władzy. Ale nie było to proste zwycięstwo. Nowy szogun musiał wykazać się ponadprzeciętnymi zdolnościami strategicznymi. Już na długo przed bitwą zdobył lojalność pewnej części lordów feudalnych, którzy znaleźli się w armii Toyotomiego. I mimo że armia dowodzona przez Ishidę na początku odnosiła dość spore sukcesy, z czasem - kiedy wojownicy poczęli opuszczać jej szeregi - zaczęła słabnąć. Nie trzeba chyba dodawać, kto był za to odpowiedzialny. Wspomnę również, że postać Sanady Yukimury ma także swoje miejsce w historii Kraju Kwitnącej Wiśni. Był on jednym z dowódców armii Toyotomiego w Bitwie pod Sekigaharą. Tłumaczy to, dlaczego w anime postać chce śmierci leyasu. Ja jednak chciałbym wspomnieć o innym aspekcie jego obecności w serii. Jest tam bowiem scena, kiedy Tokugawa ogłasza zawody, w których dochodzi do walki między Yukimurą i zamaskowanym mężczyzną. Okazuje się nim być nikt inny, jak sam Sanada Nobuyuki. Zbieżność nazwisk nie jest tu przypadkowa. Turniej ten jest uproszczonym nawiązaniem do zdarzeń z 1600 roku. Tam bracia walczyli jako dowódcy wrogich wojsk w wojnie rozpętanej przez Tokugawę. Z ciekawostek historycznych podam fakt, że bracia nie mieli wpływu na taki rozwój zdarzeń. Duży wpływ na to miał ich ojciec, który stwierdził, że w ten sposób, niezależnie od wyniku bitwy, ród Sanada przetrwa. Bardzo spodobał mi się sposób, w jaki twórca scenariusza rozliczył się z tamtym wydarzeniem. I mówię wam, jeśli się zna prawdziwą historię tamtych zdarzeń, seria nabiera nowej głębi i dostarcza naprawdę wiele niezapomnianych przeżyć.

"Co zrobić, kiedy jaskółka nie chce kukać?"
W serii mamy „do czynienia" z trzema niezwykle ważnymi w historii Japonii personami. Jak na razie zapewne zaprząta wam głowy dość nietypowy nagłówek tego akapitu. Osoby, które spotkały się z tym sławnym powiedzeniem, wiedzą już zapewne o co chodzi. Pozwolę sobie jednak wytłumaczyć to pozostałym.- Istnieje bardzo znana anegdota dotycząca charakterów przytoczonych w niej osób:
Oda Nobunaga „Zabić jaskółkę"
- Wnioski nasuwają się same. Ognisty charakter nakazywał Odzie niszczyć wszystkich, którzy stanęli na jego drodze do zjednoczenia Japonii.
Hideyoshi „Zmusić jaskółkę do kukania."
- Jak wskazuje haiku, Toyotomi starał się sam zadbać o swój los, nieważne, w jak trudnej sytuacji się znajdował.
Tokugawa leyasu „Poczekać, aż zakuka"
- Z tego natomiast możemy wyczytać, że była to postać niezwykle cierpliwa. W rzeczywistości leyasu służył zarówno Nobunadze jak i Hideyoshiemu, samemu oczekując okazji, kiedy ziści się jego sen o władzy. Nie przytaczałbym tego, gdyby nie fakt, że w „Samurai Deeper Kyo" są nawiązania do dwóch z wymienionych osób. Oczywiście historii się z tej serii nie nauczycie. Osobowości przywódców ukazane są bardzo powierzchownie, a ich obecność stanowi jedynie tło dla poczynań Kyo. No bo jak pogodzić pojawienie się Ody Nobunagi, którego śmierć datuje się na 1582 rok, w cztery lata po Bitwie pod Sekigaharą? Pomysł okazał się bardzo interesujący i na pewno was zaskoczy. No bo skoro można zniszczyć Tokyo Tower w serii, której akcja rozgrywa się w latach 1604-1615, to i Nobunadze da się szansę, ne?

Anime vs. manga. And the winner is...
Szczerze powiedziawszy, znalazłem się w niemałym kłopocie. Chociaż anime SDK podoba mi się niezmiernie, są momenty kiedy ustępuje pola swemu czarno-białemu odpowiednikowi. Nie mam oczywiście na myśli takich drobiazgów, jak pomijanie niektórych wątków, które mieliśmy okazję przeczytać w mandze. Tu sprawa jest dość prosta. Wystarczy porównać liczbę tomów w stosunku do powstałych odcinków. Nie wiem, jak długie musiałyby one być, żeby pomieścić wszystkie wątki z mangi. Mi chodzi o coś zupełnie innego. Jako pierwszą, poruszę kwestię animacji scen walki. Bez obrazy dla animatorów, ale w mandze wydawały mi się o wiele bardziej dynamiczne niż w anime. Oglądając kolejne „ramki" niemal czuło się ruchy bohatera. W anime ogranicza się to jedynie do kilku machnięć mieczem, które i tak nie odnoszą żadnego skutku. Potem jest wezwanie jakiejś tajemnej siły i mamy latające Suzaku, tygrysy i inne takie zoo. Animatorzy mogli się naprawdę lepiej postarać. Za to należy się naprawdę spory minus temu anime.
Drugą, choć nie mniej ważną sprawą, są wrogowie. Otóż okazuje się, że w anime wszyscy zdają się być zmutowanymi potworami, które z ogromną zapalczywością starają się na każdym kroku przypomnieć głównemu bohaterowi pamiętną noc Bitwy pod Sekigaharą. Niemalże co druga spotykana przez Kyo i spółkę osoba to Kenyó. Sakuya-san chyba nie przewidziała w swojej nieskończonej mądrości skutku globalnego wezwanego meteoru. Jest to o tyle denerwujące, że złym postaciom odbiera się w ten sposób całą głębię. Przecież inaczej patrzy się na potwora, którego jedyną myślą jest zabijać, a jeszcze inaczej na człowieka, który świadomie wybiera drogę śmierci, bólu i gwałtu. Może niektórym to nie przeszkadza, ale według mnie seria w ten sposób dość dużo straciła. Nie oznacza to wcale, że nie warto jej oglądać. Wręcz przeciwnie. Można się z niej sporo nauczyć, a i kreska jest niesamowita, tak że powinna was przykuć przed monitory na kilka dobrych godzin. I choć czasami brak tu typowego dla znanej już serii „Ruroni Kenshin" humoru sytuacyjnego, wprowadzenie np. tak niesamowitej postaci jak Yukimura-san nieco ból ten łagodzi. Na dodatek jego stosunek z Saizo nie jest do końca określony, co może rozbudzić bujną wyobraźnię niejednej fanki yaoi. Podsumowując krótko, zachęcam do zapoznania się (w miarę możliwości oczywiście) zarówno z mangą, jak i anime. Obie pozycje wspaniale się uzupełniają, dostarczając nieraz naprawdę sporo radości.

Podsumowania słów kilka
Nie będę się zbytnio rozwodzić. Wszystko, co chciałem powiedzieć, znajduje się powyżej. Podsumuję jednak moje skromne „wypociny". „Samurai Deeper Kyo" jest serią wciągającą, ukazującą początek szogunatu Tokugawy w bardzo interesujący sposób. Może i ma kilka niedociągnięć, ale dawno już nie spotkałem serii, która by ich nie miała. Na szczęście nie są one tak rażące, żeby odbierać całą zabawę z oglądania tej pozycji. Jest to również idealna zachęta do zgłębienia historii Japonii. Rozpala wyobraźnię widza, każąc mu sięgnąć do źródeł. Fani machania no-daichi na pewno się nie zawiodą, a inni również powinni być zadowoleni. Ale to tylko moja opinia. Nie wszyscy muszą się z nią zgadzać. Najlepiej i tak przekonać się o tym samemu.

Produkcja: Studio Deen/TV Tokyo
Reżyseria: Nishimura Junji
Chara design: Fukazawa Manbu
Liczba tomów mangi: 38(w Japonii)
Mangaka: Akamine Kamijyo
Liczba epizodów: 26