::(: Manga Toplista :)::

» Spore doladowanie... Koment
» Naruto #71 drugi na... Kome
» Powrot / Japanicon 2015 - K
» Shingeki no Kyojin #72
» Regulamin

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

Detective Conan Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2008-01-12 15:51
Kudo Shinichi z pewnością nie był typowym nastolatkiem. Od najmłodszych lat fascynował się kryminałami, pochłaniając wszystkie od deski do deski. Jego osobistym faworytem był cykl przygód Sherolcka Holmesa, autorstwa Conan Doyla - z tą postacią wręcz się utożsamił do tego stopnia, że aż... sam został detektywem!
Zaraz, zaraz - zapytacie - jak to, nastoletni detektyw? Zgadza się. Dzięki swojej nieprzeciętnej bystrości i refleksowi, nad którym niezmordowanie pracował, szybko zyskał sobie uznanie policji i popularność szarego społeczeństwa. Dźwiękowi jego nazwiska zawsze towarzyszy szmer zachwytu jego fanek (a także fanów!) i jęk przerażenia ze strony wszystkich przeciętnych złoczyńców. Shinichi był wprost niezrównany, nawet wobec najtrudniejszych zagadek - dla niego nie istniało pojęcie "zbrodni doskonałej"... Ale na pewno już zauważyliście, że wciąż piszę o nim w czasie przeszłym. Dlaczego? Zgadza się, tego młodego człowieka nie ma wśród nas... Pewnego dnia zniknął bez śladu, pozostawiając pewną nierozwiązaną zagadkę. Być może najważniejszą w swoim życiu... Co się z nim stało? Czas, aby tę historię opowiedzieć od początku.

Facet w kolejce górskiej po prostu stracił głowę. Dosłownie. Kolejka wjechała do Tunelu Strachu z ośmioma pasażerami, a kiedy z niego wyjechała... Cóż, jeden był niekompletny. Samobójstwo - z przyczyn technicznych - nie wchodzi w grę, wypadek wykluczyła kontrola pojazdu i urządzeń... Pozostaje tylko jedno... Tak. Wśród pozostałych siedmiu pasażerów kryje się morderca! Inspektor Megure, który zostaje wezwany do tej sprawy, ma nie lada problem - przecież wszyscy w czasie jazdy byli unieruchomieni na swoich siedzeniach - w tych warunkach obcięcie (i to jakie równiutkie!) głowy dorosłemu mężczyźnie, który nawet nie zdążył wydać z siebie głosu, jest po prostu niemożliwe! Na szczęście jednak do biednego pracownika budżetówki, wśród pasażerów znalazł się Kudo Shinichi, który wraz ze swoją przyjaciółką z dzieciństwa, Ran, właśnie tego dnia wybrał się do wesołego miasteczka i miał pecha siedzieć tuż przed denatem... oczywiście, kiedy ten jeszcze nim nie był. Ten młody człowiek już nie raz okazał się bardzo pomocny w rozwiązaniu trudnych, wręcz fantastycznych zagadek - i nie zawiódł też tym razem. Tak więc i tego dnia mógł spokojnie wrócić do domu, świadomy dobrze wykonanej roboty i rozkoszować się swoim kolejnym triumfem. Mógł... ale tego nie zrobił. Ciągle bowiem nie dawał mu spokoju pewien drobiazg - mianowicie tajemniczy, ubrani na czarno mężczyźni, którzy tego dnia byli również w wesołym miasteczku i zachowywali się co najmniej podejrzanie. Węsząc kolejną aferę, a co za tym idzie - kolejne laury w przypadku rozszyfrowania zagadki, zawrócił więc na miejsce niedawnej tragedii. Przeczucie go nie myliło - owi faceci w czerni okazali się być zaangażowani w handel bronią, a być może i coś więcej, ale Shinichi popełnił błąd nie doceniając ich. Złapany na szpiegowaniu, został przez nich obezwładniony i zmuszony do wypicia trucizny, której działania na ludziach jeszcze nikt dotąd nie sprawdzał. Pewni, że pozbyli się niewygodnego świadka, mężczyźni zniknęli, zostawiając młodego detektywa na pastwę losu. Ten jednak okazał się mieć więcej szczęścia, niż przypuszczali, i już wkrótce odzyskał przytomność... tyle tylko, że nie był już sobą. Na miejsce wysportowanego szesnastolatka pojawił się... sześciolatek, który nie tylko nie posiadał już siły swojego dorosłego ciała, ale i miał problemy z dosięgnięciem do klamki... No i oczywiście przez wszystkich traktowany jest jak dziecko. Jedyną osobą, którą udało mu się przekonać co do swojej osobowości, jest jego sąsiad, doktor Agasa - typowy literaturowy naukowiec, czyli dziwak, którego wynalazki wykazują wyraźną tendencję do nie trzymania się wymagań swojego pierwotnego zastosowania. Czyli mówiąc inaczej, doktor ten jest hurtowym producentem złomu. I tylko ktoś taki, którego umysł funkcjonuje w odmiennej od przeciętnych płaszczyźnie, może uwierzyć w tę fantastyczną historię serwowaną mu przez owego małego dzieciaka. Wbrew jednak temu, co można sądzić po jego wyglądzie, staruszek swój rozum ma - powstrzymuje zapał Kudo, który za wszelką cenę chce odzyskać swoje dawne ciało - jego napastnicy bowiem bez trudu dowiedzą się, że jego ciało nie trafiło nigdy do kostnicy, a co za tym idzie - ich niewygodny świadek żyje, co jak najprędzej postarają się naprawić. Nie znając jednak działania trucizny, którą mu podali, nie będą przypuszczać, co się naprawdę wydarzyło - ciało sześciolatka okazuje się doskonałą kryjówką.
Pozostaje więc tylko problem zakwaterowania malucha, w swoim domu bowiem nie będzie już bezpieczny. Tu kończy się chęć niesienia pomocy doktora. Daje on chłopca biednej Ran, którą przypadkowo spotykają, kiedy ta zamartwia się zniknięciem Shinichiego. Od tej pory Kudo, przyjąwszy nazwisko Edogawa Conan, mieszka z nią i z jej ojcem, niewydarzonym prywatnym detektywem, dyskretnie pomagając mu w pracy i starając się jednocześnie rozwiązać własną, nękającą go zagadkę... Manga „Meitantei Conan" zalicza się do klasyki kryminału, nie tylko ze względu na swój wiek (dziewięć lat w kalendarium wydawniczym to jednak dość dużo). Jest to jeden z najlepszych w mojej opinii tytułów, które łączą w sobie elementy sensacji i komedii. Przede wszystkim, ze względu na swoje dość swobodne podejście do tematu, nie narzuca czytelnikowi swej jedynie słusznej racji. Obok poważnych scen, niejednokrotnie dramatycznych wątków, nie brakuje tu miejsca dla nietuzinkowych gagów i niespodziewanych rozwiązań. Jest to, moim zdaniem, duża zaleta tej mangi - w końcu kto traktował by poważnie historię, w której nastolatek niemal co drugi dzień napotyka na swojej drodze trupy, organizacje kryminalne i handel bronią? (Zakładając oczywiście, ze sam nie ma z nimi nic wspólnego...) Już sam początek naszej opowieści czyli zakrawające science fiction zajście w skutek którego główny bohater zmienia swoje ciało, sugeruje nam, iż dalsze wydarzenia mamy traktować z przymrużeniem oka. Z drugiej strony jednak mylicie się, jeśli sądzicie, że autor odpuścił sobie treść i jest to kolejna powtarzająca utarte schematy seria, w której mordercę można od razu poznać po wrednej gębie. Nawet, jeśli niekiedy z góry wiadomo, kto nim jest w istocie, pomiędzy wykryciem zbrodniarza a wymierzeniem mu sprawiedliwości niejednokrotnie wiele może się wydarzyć.

Zabijanie na ekranie, czyli wizualna strona serii.
O ile mangę generalnie określa się jako "wielkie oczy", o tyle ta seria reprezentuje trend "wielkie uszy". Pamiętam do dziś pierwsze wrażenie, kiedy nie znając treści "Conana", natknąłem się na klatki z anime - co oni mają na tej głowie?! Anteny satelitarne?! Cóż, design mangi, a co za tym idzie, również anime, jest... no, nie da się ukryć, charakterystyczny. Tego stylu po prostu nie da się pomylić z innym. Jednak... mimo iż początkowo nieco toporna kreska może razić, a przynajmniej śmieszyć czytelnika, przy zagłębieniu się w treść, przestaje mieć znaczenie. Nawet więcej - sprawia, że tytuł ten jest po prostu niepowtarzalny. Poza tym, kiedy już człowiek przestaje skupiać swój wzrok na tych nieszczęsnych uszach, zaczyna dostrzegać zalety tej kreski - co tu kryć, Edogawa Conan potrafi być uroczy!
Niestety, pod względem estetycznym, anime nieco kuleje. Może was zdziwić moje zdanie - przecież design serii jest bardzo wiernym odwzorowaniem mangi! No właśnie - odwzorowaniem. To, co u Aoyamy jest jego stylem rysowania i ma swój własny charakter, tu jedynie jest skopiowane. W prawdzie jestem przeciwnikiem tworzenia zupełnie innych serii, które z oryginałem wspólny mają jedynie tytuł, ale z drugiej strony nie popieram bezwzględnej wierności pierwotnej fabule i designowi - w przeciwnym wypadku nie ma sensu w ogóle zabierać się za ekranizację! Oglądanie na ekranie dokładnie identycznych scen jak na kartach mangi staje się po prostu nudne - szczególnie w przypadku kryminałów, których przecież kartą atutową jest zaskoczenie widza. Na szczęście jednak fabuła nie jest wierna swojemu pierwowzorowi. Wprawdzie mamy tu z grubsza te same motywy (znów, producenci serii telewizyjnej „Kindaichiego" pozwolili tu sobie na większą oryginalność), ale biorąc pod uwagę fakt, że motyw sensacyjny i komediowy w mandze praktycznie się równoważą, nawet znajomość kilku faktów nie umniejsza przyjemności oglądania anime. Naprawdę warto, nawet jeśli jest się świeżo po lekturze komiksu, ujrzeć znajome postacie w ruchu i posłuchać ich głosów (tu szczególne uznanie dla seiyu głównego bohatera - komentarze Conana straciłyby wiele, gdyby wypowiadane były w inny sposób). Jak już wspominałem, seria ta jest stosunkowo stara, więc nie spodziewajcie się specjalnych efektów - jednak to nie znaczy, że animacja jest statyczna! Rozmaite ujęcia, ciekawe rozwiązania graficzne - to wszystko w niej znajdziecie. I jeszcze jedno - uważam za niezwykle ciekawe posunięcie podawanie na końcu odcinka pewnych wskazówek odnośnie następnego. Wprawdzie niektórzy mogą się tu oburzyć, że to traktowanie ich jak debili, ale z drugiej strony, jeśli brać pod uwagę, że widzami też młodsze osoby - dla których taka mała podpowiedz może zadecydować o tym, że będą mogły niemal czynnie uczestniczyć w kolejnym śledztwie - takie ułatwienie jest jak znalazł. „Twardziele" natomiast mogą ten fragment po prostu pomijać.

Z policyjnej kartoteki...
Skoro już jednak poruszyliśmy temat innych serii detektywistycznych, warto poczynić tu małe zestawienie tego gatunku. Polscy fani bez problemu wymienią przynajmniej dwa tytuły wspomnianego już „Kindaichiego" i „Tu detektyw Jeż" - choć ten ostatni tytuł w moim odczuciu jest nastawiony bardziej na problemy społeczne niż sensu stricte akcję. No i jest przez to bardziej realistyczny. Mniej znane w Polsce serie o podobnej tematyce to chociażby „Clamp School Detectives" czy „Ayatsuri Sakon". Każdy z wymienionych tu tytułów reprezentuje zupełnie inne podejście do rzeczy - od komedii, kompletnie pozbawionej drastycznych wątków, która skierowana jest zdecydowanie do młodszych widzów, aż po mangę, którą należy opatrzyć przynajmniej znaczkiem „15". Jeśli miałbym porównywać „Conana" do któregokolwiek z tych tytułów, zdecydowanie przychyliłbym się do „Kindaichiego" w obu przypadkach mamy do czynienia z nastoletnim detektywem (przynajmniej w sensie psychicznym, rzecz jasna), który nie jest pozbawiony pewnych wad i jak każda młoda osoba, obok swego hobby, przeżywa również bolączki młodości. W obu też nie brakuje humoru, który sprawia, iż seria ta jest lżej strawna, szczególnie dla osób, które nie zaliczają się do fanów literatury sensacyjnej.

Zbrodnia doskonała, czyli podsumowanie.
Patrząc "po samych obrazkach" (nie mówicie, że nigdy się tym nie kierujecie!), można poważnie się zastanowić, do kogo adresowana jest ta seria. Wiek głównego bohatera mógł by sugerować, ze jest ona dla dzieci - nic bardziej mylnego! Wprawdzie jestem daleko od określenia tej serii jako drastycznej, jednak zakrwawione korpusy czy zguby w postaci części ciała, nie są widokami, które polecałbym najmłodszym. Poza tym wartka akcja i niebanalne zagadki (a konkretnie sposoby ich rozwiązywania) mogą też być dla nich po prostu niezrozumiałe. Jest to jak najbardziej "inteligentny" tytuł, który dostarcza czytelnikowi nie tylko zabawy, ale i sporej dawki gimnastyki intelektualnej. Ja ze swojej strony muszę przyznać, że to jeden z najciekawszych tytułów, jakie miałem okazję czytać - nie bazujący jedynie na wszędobylskiej bieliźnie i tanim humorze. Miło jest móc sięgnąć po mangę, której autor nie traktuje czytelnika jak skończonego idiotę, oczekującego czegokolwiek, byle było "balonowe". Cóż, pozostaje mi zachęcić wszystkich do spoglądania krytycznym okiem na to, co nam serwuje jako "przeboje roku", a z drugiej strony - nie sądzenia po pozorach serii, które mogą wprawdzie wizualnie nie rokować większych nadziei, a w rzeczywistości okazać się całkiem interesujące. Historię "Detective Conan" z całą odpowiedzialnością polecam wszystkim, którzy cenią sobie wymieniane w powyższym tekście zalety.

Autor: Gosho Aoyama
Wydanie książkowe: od 1994 roku
Liczba tomów: około 39 + 14 specjalnych (nie rysowanych już przez autora, tylko jego asystenta Eiichiego Yamagishiego)
Anime: od 1996 roku
Produkcja: Tokyo Movie Shinha
Seria TV - 490+ odcinków (ciągle wychodzą nowe) + 9 filmów kinowych