::(: Manga Toplista :)::

Forum chwilowo nieczynne

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

Blood - the last Vampire Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2008-02-23 14:10
Ostry, drażniący ucho dźwięk kolejowego telefonu... Znudzony kolejarz wykonujący swoje codzienne obowiązki... Zgrzyt zwrotnic i jęk trących o szyny kół elektrowozu... Głęboki bas sygnału ostrzegawczego... Pisk hamulców na rozgrzanym metalu. ¦wist sprężonego powietrza i otwierające się drzwi kolejki podziemnej na stacji Asakusa. Anonimowy tłum zmęczonych ludzi, opatulonych w prochowce sunie beznamiętnie do swoich domów, biur, obowiązków, rodzin... Wewnątrz opustoszałego wagonu młoda dziewczyna z tubą, w jakiej plastycy przenoszą projekty... Podniesiony kołnierz. Zmęczona, jakby lekko opuchnięta twarz... Gwizdek stojącego na peronie zawiadowcy, trzask zamykających się drzwi i ponowna metaliczna skarga katowanych szyn... Szybko migające w ciemności, rozmazane smugi oświetlonych okien. W drugim przedziale dziewczyna i śpiący mężczyzna o pobrudzonej troską twarzy. Szybki taksujący rzut oka, który ocenia w ułamku sekundy sytuację. Huk toczących się po szynach kół. Białe dłonie zaciśnięte na tubusie, pochylona twarz mężczyzny trwożliwe spojrzenie w kierunku nieruchomej jak posąg dziewczyny. Zerwany przewód wysokiego napięcia i elektryczny trzask gasnących świateł w kolejnych przedziałach... Gwałtowny ruch... Szybki bieg wzdłuż korytarza w kierunku usiłującego uciec mężczyzny. Zgrzyt paznokci drapiących zamknięte drzwi, szczęk wydobywanego z pochwy miecza... ¦wist... Jęk... Krew jak czerwona mgła opada na szyby wagonu i zbiera się w jedną karminową łzę ... Prosty i czysty w swojej bezpretensjonalnej doskonałości czerwony napis na tle żałobnej czerni... "Blood - the last Vampire"

Chapter 01 - tytułem wstępu...
Wybaczcie mi ten niewielki spoilerek na początku. To się w tym tekście już (mam nadzieję) nie powtórzy. Ta scenka trwa raptem 2 minuty w filmie i jest jego absolutnym początkiem, więc może jakoś to ścierpicie... Dlaczego zdecydowałem się rozpocząć tak, a nie inaczej? Ponieważ niewiele jest filmów, które dysponują tak prościutkimi (w sensie wizualnym, a nie technicznym) środkami, a potrafiłyby od razu przygwoździć widza do fotela. Właściwie nie pokazano nic... Jeden gwałtowny atak w ciemnym przedziale? Ale to wystarczyło... Czysta perfekcja, po obejrzeniu której wcisnąłem STOP. Odetchnąłem głęboko, ręcznie podepchnąłem na miejsce nieco zwisającą szczękę i ponownie zacząłem oglądać film... Od początku...

Chapter 02 - pokrótce o wampirach made in Japan...
Już raz chyba wspominałem, że najbardziej chyba znana wampirzyca japońskiego świata anime jest moją cichą platoniczną miłością. Ktoś, kto w naszej europejskiej tradycji powinien przerażać, został sprowadzony do poziomu powagi dziecka, którym niemal odruchowo usiłujemy się zaopiekować. Akt picia ludzkiej krwi bardziej przypomina czuły pocałunek niż prucie ludzkiej szyi sztyletowatymi kłami, do czego przyzwyczaiło nas kino. Patrząc w tył można podziwiać Miyu za jej ulotną poetykę, można nie komentować siermiężnej prostoty Łowcy "D". Trudno natomiast skomentować coś, co pokazano nam w "Blood". Pamiętacie, jaką rolę odgrywały wampiry w sadze "Miyu"? Stały na granicy dwóch światów - była to historia z pogranicza magii i ułudy. ¦wiat ludzki i świat demonów Shinma, przyzywanych przez nasze niedoskonałości, zrodzonych w nienawiści i gniewie. Miyu, będąca strażniczką w przedsionku tych dwóch światów, miała za zadanie niedopuszczenie demonów do przeniknięcia w świat ludzi. A jeśli już do tego doszło, musiała szybko zidentyfikować potwora i odesłać go tam, skąd przybył... Nasza, ludzka krew była jedynie ceną za usługę... Baśń... Piękna baśń, mimo wampirzego podtekstu...
Wampiry zrodzone na użytek "Vampire Hunter D" były nam bliższe, bo ich pochodzenie wywiedziono ze znanej nam wszystkim tradycji karpackiego tyrana Draculi. Jednak i ten film nie wywoływał emocji jako takich. Osadzony w dalekiej przyszłości, w bliżej nieokreślonym miejscu, był zbyt abstrakcyjny, by przenieść go do własnej rzeczywistości. Kolejna baśń. Może bardziej okrutna niż "Miyu", ale jednak baśń... Jak na tym tle wypada "Blood"? Jeśli powiem, że... realistycznie, to - wbrew pozorom - nie będzie to komplement. Wampir polujący na inne wampiry... Niby nic nowego, bo "D" nie robił nic innego, ale w tak realistyczny sposób? W dodatku "D" miał do czynienia z arystokratą, a w "Blood" temu, na co poluje główna bohaterka, można zarzucić setki przypadłości, ale z pewnością nie szlacheckie pochodzenie...

Chapter 03 - produkcja
Pewne nazwiska w świecie filmu są tak zwaną klasą samą dla siebie. Automatycznie uznaje się, że osoba, która podejmuje się określonej produkcji, musi stworzyć dzieło, bo jak dotychczas nie zdarzyło się jej zrobić nic poniżej postawionej wysoko poprzeczki. Podobna reklama wyprzedzała powstanie "Blood". Po pierwsze, realizacji filmu podjęło się Production IG Studios, które pozycję na rynku ugruntowało produkcjami typu "Ghost in the Shell" czy "Patlabor". Swój akces do filmu zgłosili jako współproducenci: SPE Visual Works, Sony Computer Entertainment oraz IPA. Ludzie, którzy mieli się zająć reżyserią, scenariuszem, designem i animacją, byli zespołem ściśle powiązanym z osobą Mamoru Oshii (większość z nich akompaniowała mu przy 'Jin Ro - Wolf Brigade"), który osobiście deklarował gotowość w sprawie udzielenia ewentualnej pomocy i konsultacji. Po drugie, jako reżysera wyznaczono Kitakubo Hiroyukiego, znanego z udziału w projektach takich jak "Golden Boy", "Jojo's bizarre Adventure" czy w końcu "GitS" (debiutował jako szeregowy animator przy produkcji "Akiry"). Chara designem zaopiekował się pan Katsuya Terada. Ponadto film miał dotyczyć tematu tak "chodliwego" jak wampiryzm.
Enigmatyczne zapowiedzi przemycano do świata fanów minispoilerami o historii dziewczyny tropiącej i zabijającej wampiry, co akurat wywoływało wzruszanie ramionami, ponieważ zapowiadał się remake "Buffy, the Vampire Slayer". Tymczasem ekipa uparcie zapowiadała powstanie filmu kina horror-akcji nowej generacji", który zmieni "oblicze japońskiej animacji". Powiązany z produkcją filmu reżyser "Sailor Moon", pan Kunihiko Ikuhara, miał się o nim wypowiedzieć, iż: "już sama oprawa dźwiękowa mogłaby na lata wpłynąć na nową jakość japońskiego anime". Trzeba lepszej reklamy? Nie trzeba... "Blood" z góry skazano na sukces. Wystarczyło jedynie nakręcić naprawdę dobry materiał. Co też zrobiono... To, co zaprezentowano podczas 45 minut projekcji w lipcu roku 2000, to było naprawdę coś. Całkowicie cyfrowa animacja (trójwymiarowość niektórych scen aż razi "realizmem") wykonana z drobiazgową dbałością o szczegóły. Niestety - co za tym idzie (to taka moja osobista fobia) - czasami dwuwymiarowa animacja wychodzi na tym tle zbyt płasko... A ponadto. Doskonała praca "kamery", wyczucie nastroju i timing akcji... Kolorystyka mimo wizualnej prostoty dosłownie zwala z nóg - utrzymana w palecie brązów doskonale nadawała filmowi charakter archiwalnego zapisu. Nastrój filmu był faktycznie niepowtarzalny. A treść... Spokojnie... Powiedziałem, że w miarę możliwości będzie bez spoilerów, to będzie bez spoilerów... Chciałem tylko powiedzieć, że scenariusz faktycznie był nietypowy. Wspomniani już "Miyu" czy "D" mieli początek, rozwinięcie i finał - jednym słowem: "normalny" rozwój akcji. Tymczasem "Blood" wydaje się fragmentem jakiegoś koszmarnego snu. Ludzie, nie wiadomo skąd, będący nie wiadomo kim, walczą nie wiadomo z czym i nie wiadomo gdzie... To znaczy - moment. Rozpędziłem się. Wiadomo gdzie. Akcję osadzono w Japonii, na terenie amerykańskiej bazy wojskowej Yokota Air Force Base w listopadzie 1966 roku - przed wojną z Wietnamem. Dosyć łatwo określić to czasowo, bowiem film, który kończy się sekwencją przelotu amerykańskiego transportowca F4, który przerzuca amerykańską piechotę na front. Zresztą - mówiąc szczerze - kilka sekund wcześniej, w tle widać kalendarz z widoczną datą xD... Zachodnia krytyka uczyniła z tego zarzut pod adresem autorów. Film, ich zdaniem, był zbyt krótki, jak na produkcję kinową, a zbyt długi jak na ewentualny serial TV. Porównano go wręcz do jazdy na rollercoasterze - szybka, pełna zawrotów i okrutnych nieraz scen akcja, brak czasu na myślenie i gra w oczekiwaniu na kompletne zaskoczenie widza... Jeśli tak wygląda krytyka, to proszę tego więcej. Dla mnie brzmi jak najlepsza reklama...

Chapter 04 - kto, kogo i dlaczego - krótkie charakterystyki
Uwaga... Co niektóre bardziej wrażliwe osoby mogą ten fragment tekstu potraktować jako spoiler, zatem może lepiej dla nich będzie go ominąć, aczkolwiek przy prezentacjach postaram się jak najmniej pisać o akcji filmu. A zatem - odsłona pierwsza. Główne postacie dramatu:

SAYA - bohaterka filmu. Ostatni z oryginałów... Kim są oryginały, zobaczycie sami w jednej z ostatnich sekwencji filmu, gdy ukazane będzie zdjęcie z 1892 roku. Wizualnie 16-latka, ubrana na ogół w szkolny mundurek gimnazjalistki. Ponura i małomówna, ma zdolność wyczuwania Teraptoroidów. Jak na dziewczynkę nieźle posługuje się mieczem. Jest szybka, zdecydowana i bezwzględna. Jej głos podkłada Yoki Kodo.

TERAPTOROIDY - wyglądają jak ludzie, dopuki nie przepoczwarzą się w twór zrodzony z nocnych horrorów. Jako ludzie mają nadnaturalną siłę, bardzo wyostrzone zmysły, zdolności telepatyczne i zwierzęcą szybkość. Po transformacji stają się niemal niezniszczalne. Mają możliwość latania na przypominających nietoperze skrzydłach. Prawdopodobnie żywią się krwią. Nie zabija ich ani czosnek, ani srebro, ani nowoczesna broń (no chyba że odpowiedniego kalibru xD). Mówiąc ogólnie, aby je zniszczyć, trzeba im jednorazowo upuścić krwi. I to solidnie. Saya załatwia tę sprawę mieczem, choć w razie jego braku potrafi się równie skutecznie posłużyć szpadlem...

Chapter 05 - o historii słów kilka
Wbrew (może?) pozorom, scenariusz "Blood" nie wziął się z powietrza, ale zaadoptowano go z gry komputerowej. A może odwrotnie. W każdym razie "Blood - the last Vampire" jest jedynie krótkim epizodem wyrwanym z długiego na prawie 200 lat scenariusza wydarzeń. Dla ciekawskich, którzy już obejrzeli film i oczekują czegoś więcej - kilka faktów...
Rok 1806 - Napoleon podbija Europę. Po raz pierwszy w kronikach nieprzychylnych mu tajnych organizacji pojawia się imię Saya. Czarnowłosa młoda dziewczyna potwierdza swoją niesamowitą tożsamość. Rusza tzw. "Blood Project", który ma na celu mieszanie krwi gatunków, co ma doprowadzić ludzkość do nieśmiertelności.
Rok 1892 - pierwsze kronikalne zdjęcie Sayi. Dziewczynie w tajemnicy zostaje pobrana krew.
Rok 1900 - krew Sayi, podawana jest niemowlętom.
Rok 1923 - wielkie trzęsienie ziemi w Kanto. Pojawiają się pierwsze Teraptoroidy. Nie jest na razie udowodnione, czy mają coś wspólnego z mutacjami na skutek "Blood Project".
Rok 1944 - druga wojna światowa. Odnotowuje się ataki Teraptoroidów na ludność cywilną.
Rok 1946 - okres powojenny. Morderstwa przypisywane Teraptoroidom przybierają na sile. Odnotowuje się stały wzrost ich liczby.
Rok 1964 - podczas ceremonii otwarcia Olimpiady Sayę uwieczniono na amatorskim filmie.
Rok 1966 - wydarzenia w Yokota Air Force Base.
Rok 1969 - studenckie protesty w Tokio. Program nieśmiertelności zostaje przywrócony do życia (powieść - "Night of the Beast").
Rok 1973 - koniec wojny w Wietnamie.
Rok 1995 - złamanie rynku ekonomicznego w Japonii. Młoda dziennikarka, Oka, poszukuje ostatnich Teraptoroidów.
Rok 2000 - podziemna walka trwa. Saya ponownie wkracza na ścieżkę wojenną z Teraptoroidami (komiks "Blood - the last Vampire 2000" i niezależne od komiksu - powieść "Seduction of Blood").
Sami musicie przyznać, że w świetle powyższych dat z historii scenariusz "Blood" staje się jakby bardziej czytelny...

Chapter 06 - o samym filmie oczyma widza, czyli moje wrażenia
Około 75% filmu to anglojęzyczna lista dialogowa. Wiadomo... Amerykanie mówią między sobą po angielsku... Japończycy z Amerykanami mówią po angielsku... Amerykanie z Japończykami mówią po angielsku, ale nie do końca Tam gdzie długonosi wykazują się znajomością cywilizowanego języka, nagle pojawiły się napisy z tłumaczeniem japońskiego. Było to tak zaskakujące, choć, przeleciało dobrych kilka sekund filmu... To samo w drugą stronę... Nie załapałem, że napisy zniknęły i przez moment napawałem się świadomością, że rozumiem po japońsku, nim umysł zarejestrował, ze teksty znowu są po angielsku. Nie zła sztuczka ^_^. Co do wizualnej strony filmu... jest na co popatrzeć... Brrr... Miejscami naprawdę robi wrażenie. Po pierwszej scenie, tej w kolei podziemnej, przez długi czas czułem na plecach mrówki wędrowniczki. Bardzo dokładny trój wymiar cyfrowy czasami aż raził, bo coś, do czego miałem dotychczas dystans, traktując jako film animowany, zaczynało być zbyt realne. Do tej pory mam przed oczyma rozmyte plamy krwi na podłodze wagonu. Niesamowicie spodobał mi się design postaci - niemal anorektycznej budowy, rysowanych prostą mocną kreską. Ogólnie pasowało to do monochromatycznej palety barw, jaką serwuje widzowi pierwsze 40 minut filmu. No i rewelacyjna ścieżka dźwiękowa... Czy polecać? Dobrych rzeczy na ogół się nie reklamuje, bo robią to same... Ja w każdym razie, gdybym go nie zobaczył... miałbym czego żałować... No, może na koniec jedynie maleńkie ostrzeżenie - jeśli jesteście uczuleni na sceny... hm... brutalne lub jesteście podatni na po-projekcyjne senne koszmary, darujcie sobie. Jest w końcu tyle innych i równie dobrych pozycji... A póki co, z wampirzym ukłonem w kierunku zbyt wrażliwej widowni, żegna się...