::(: Manga Toplista :)::

Forum chwilowo nieczynne

» Polcon 2015 - relacja
» Bleach movie 3: Fade to Black
» Dzień Japoński Poznań Malta...
» Hajime No Ippo
» Ruchomy Zamek Hauru
» Grave of the Fireflies ...
» Fate/stay night
» Manga & Anime
» [DB] Świat przedstawiony
» Pyrkon 2009 - relacja
  Anime Zenrei



Anime & Emulation Site
Anime & Emulation Site

Witch Hunter Robin Dodał/a: Magazyn-Kawaii
2008-03-24 11:22
Księżyc w pełni oświetla nocne niebo. Za podejrzanym mężczyzną podąża grupka osób. Operacja się rozpoczęła. Już się zdawało, że go mają, jednak ten używszy mocy zdołał zbiec. Chowa się na dachu i z ulgą opada na ziemię. Wtem, jakby wprost z nieba, spada mroczny anioł. Czarne skrzydła powiewają, gdy ląduje na ziemi. Nie, to tylko zwykły płaszcz. Mężczyzna znów używa mocy. Tym razem bez skutku. Ten ktoś jest od niego znacznie silniejszy. Wie, że nie ma już gdzie uciec. Zadaje ostatnie pytanie:
- Czy jesteście... Łowcami?
- Może... - Odpowiada ten drugi.
Padają strzały. Na niebie wciąż jaśnieje księżyc.

Już d kilku wieków nie wierzy się w czarownice ani magię. Opowiadania o inkwizycji są częścią dawnej, okrutnej historii. W czasach zaawansowanej technologii takie pojęcie, jak siły nadprzyrodzone, jest znane jedynie z książek, filmów, no i z anime oczywiście. Jednak to, że się o czymś nie mówi, nie oznacza wcale, że tego nie ma. Bo jak twierdził Mulder: „Oni są wśród nas." Tym razem nie chodzi jednak o małe, szare ludziki, które przyjechały na wycieczkę na Ziemię, ale o coś bardziej rodzimego. Zdarzają się przecież rzeczy, których nie można wytłumaczyć w sposób konwencjonalny. Od wieków istnieje na świecie tajna (surprise! - kto się tego nie spodziewał, niech się lepiej nie przyznaje!) organizacja nazwana Solomon. Jej głównym zadaniem jest prowadzić spis wszystkich czarownic i czarowników, którzy chcą być pełnoprawnymi członkami ludzkiej społeczności. Tak długo, jak dana jednostka nie nadużywa swojej mocy, wszystko jest w porządku. I muszę wyjaśnić, że takie środki ostrożności nie są wywołane zazdrością ani przewrażliwieniem. Po prostu źli czarownicy do swych niecnych planów wykorzystują niewinnych ludzi, często zmuszając ich do łamania prawa. Jako że oficjalnie czarownice nie istnieją, prawo państwowe nie jest w stanie odpowiednio ukarać winnych. Wtedy do akcji wkracza Solomon. I Akcja „Witch Hunter Robin" koncentruje się na japońskim wydziale organizacji, który później będę nazywał STN-J. W przytoczonym przeze mnie wstępie możemy zaobserwować typową misję przeprowadzoną przez oddział. Mimo iż wypadła całkiem nieźle, a bohaterowie stanowią zgrany zespół, w samym budynku centrum zauważamy dziwną rzecz. Członkowie grupy zdają się zbytnio nie przykładać do swoich obowiązków. Nie wspomnę już o Dojima Yurice, która do pracy przychodzi grubo po czasie. Już po chwili dowiadujemy się o przyczynie takiego stanu rzeczy. Otóż, pół roku wcześniej w niewyjaśnionych okolicznościach zginął jeden z członków STN-J, przez co bardzo obniżyło się morale grupy. Aby temu zaradzić, Solomon postanowił przysłać zastępstwo. Przybyła 15-letnia Robin, która na dodatek potrafi posługiwać się mocą.
Robin nie została zbyt entuzjastycznie przyjęta przez grupę. Chociaż wszyscy dostrzegają jej niesamowite zdolności, traktują ją nieco po macoszemu. Nie dotyczy to jednak Amona, przywódcy oddziału, który ją wręcz ignoruje. Do pierwszego ich spotkania doszło w starym magazynie, gdzie ukrył się współpracownik schwytanego dzień wcześniej czarownika. Okazał się on zbyt silny nawet dla Amona, który sam w połowie nie jest człowiekiem. Gdy sytuacja zrobiła się beznadziejna, pojawiła się Robin i za pomocą ognia pokonała przeciwnika. Przed zabiciem go powstrzymała ją Karasuma Miho. Z jej słów wynikało, że inne oddziały Salomona na świecie unicestwiają degeneratów. Miho wytłumaczyła zaskoczonej Robin, że oni ich tylko łapią i przetrzymują w zamknięciu. Takie zachowanie ma być podobno bardziej ludzkie. Amon całą akcję skwitował za to jednym zdaniem, zwracając się do Robin: „Musisz się nauczyć lepiej wykorzystywać swoją moc." - Przyjemniaczek, no nie powiem. Muszę zaznaczyć również, że na samym początku anime zastosowano ciekawy efekt graficzny. Otóż, wywołane jest u widza wrażenie, że wszyscy członkowie STN-J są nieco zdystansowani. Ma to niby ukazać centrum takim, jakim widzi go zaraz po przybyciu Robin. Z czasem obraz staje się bardziej spójny, co oznacza, że staje się ona akceptowana przez innych.

Wracając do samego anime. Od obecnego szefa Robin się dowiaduje, że STN-J może sobie pozwolić na pozostawianie przy życiu pojmanych czarownic, ponieważ udało im się odkryć pewną substancję zwaną Orbo. Za pomocą niej można odebrać „nieludziom" moc, przez co nie stanowią już zagrożenia dla społeczeństwa. I choć wszyscy udają, że troszczą się o nowo przybyłą, tak naprawdę zastanawiają się, czy nie jest ona szpiegiem, którego zadaniem ma być odkrycie, czym właściwie jest Orbo. Najczęściej powtarzanym zdaniem jest natomiast: "Jeżeli wpadniesz w jakieś kłopoty, nie wahaj się do mnie zadzwonić". Nie ma to jak zaufanie i odrobina optymizmu na „dzień dobry". Tak zaczyna się nowa seria, która od 2 lipca 2002 roku emitowana była przez TV Tokyo. - Jak kogoś interesuje, to „Robin" gościła na ekranach w każdy wtorek od 23.25 do 23.55. Seria ma 26 odcinków trwających po 25min każdy, co w Japonii robi się już niepisaną normą.
Wyprodukowana została przez znane nam już - chociażby dzięki cieszącej się u nas dużą popularnością serii „Cowboy Bebop" - studio Sunrise Inc. Jest to produkcja o tyle ciekawa, że jest to reżyserski debiut (jak na mój gust, to bardzo udany) Murase Shuko - osoby, która wcześniej była odpowiedzialna za chara design postaci w takich znanych anime, jak „Street Fighter - the Animated Movie", „Street Fighter II V", „Gundam Wing" czy „Garasaki". Projektem postaci w „Witch Hunter Robin" zajęła się natomiast pani Kumiko Takahashi (nie ma tu literówki, to nie Rumiko-sensei), którą niektórzy mogą skojarzyć z takimi produkcjami, jak „Mermaid's Scar" czy „Tokyo Babylon". Tych, którym przed oczami właśnie pojawiła się Hokuto ze swoimi „cudownymi" strojami, pragnę uspokoić. Postacie wyglądają niesamowicie, a niektórzy uważają nawet, że Robin jest najbardziej realistyczną nastolatką, jaką kiedykolwiek widziano w anime. Czy to prawda? No cóż, nie mi to oceniać. Mogę jedynie powiedzieć, że nie zalicza się ona do tych słodkich „kobietek", które biustem zasłaniają ekran. No i najważniejsze jest to, że nie trzeba zakładać okularów przeciwsłonecznych, aby obejrzeć odcinek bez zagrożenia ślepotą wywołaną „nie-do-określenia-i-przeraźliwie-jaskrawym" kolorem włosów bohaterki. Osobiście uwielbiam mroczny klimat tego anime. które porównuje się do opisywanej już w naszym serwisie serii i pt. ..Hellsing." Jeżeli będziecie mieli możliwość obejrzenia tego tytułu i przy okazji kochacie wszystko, co tajemnicze i niezwykłe, nie zastanawiajcie się dwa razy! „Witch Hunter Robin" to nie tylko uczta dla oka. Skłania ona również do refleksji sprawiając, że człowiek nie może zbyt szybko o serii zapomnieć. A po każdym obejrzanym odcinku pojawi się uczucie niedosytu i chęć wypowiedzenia demonicznym głosem: „More!".

Opening, ending i muzyka
Napewno jesteście zdziwieni faktem, że postanowiłem napisać coś, o czym właściwie się nie pisze. Openingi zazwyczaj charakteryzują się tym, że obejrzy się je kilka razy, żeby później je tylko przewijać. W „Witch Hunter Robin" nie powinno się to wam zdarzyć przynajmniej nie za szybko. Dużą zasługą takiego stanu jest piosenka początkowa, która sprawia wręcz niesamowite wrażenie! Mocne wejście gitarki poprzedza jeden z lepszych kawałków popowo-rockowych, jakie dano mi było ostatnio słyszeć. Poza tym sposób, w jaki pojawiają się napisy początkowe... No i konwencja samego klipu, gdzie widzimy Robin obserwującą Amona na ekranie telewizora, a potem wołającą do niego przez szybę... Po prostu cudo!
Ciekawostką jak dla mnie jest również sposób zapowiedzi kolejnego odcinka. Nie jest to ciąg wybranych obrazów połączonych z komentarzem głównego bohatera. Zamiast tego mamy pojawiający się na ciemnoczerwonym tle tekst czytany cichym, trochę tajemniczym głosem Robin. Ja jeszcze długo po zakończeniu czułem na ciele gęsią skórkę, a pokój wydawał się być przeraźliwie zimny.

Co do muzyki, to szczerze powiedziawszy, nie mam się czego czepić. Chociaż opening powinien brzmieć nieco bardziej gotycko, to jak już napisałem, sam w sobie jest świetny. Background music nie przeszkadza, a nieraz i pobrzmiewa ciekawą nuta, po której od razu chce się kupić soundtrack. Ogólnie, muzyka pasuje do klimatu serii i potrafi zrobić wrażenie! Na pewno ten aspekt "Witch Hunter Robin" nie będziecie narzekali.

No i to by było na tyle. Mam nadzieję, że zainteresowałem was tą niezwykłą serią, która może okazać się doskonałą pozycją warta waszego czasu.

Produkcja: 2002 Sunrise Inc.
Rezyseria: Murase Shuko.
Scenariusz: Aya Yoshinaga.
Chara design: Kumiko Takahashi
Liczba epizodów: 26